sobota, 11 czerwca 2016

Historia Travisa

Ostatnio, odwiedzając Empik stwierdziłam, że warto byłoby poszukać jakichś nowych książek do przeczytania. Na swojej liście, co muszę kupić znalazło się kilka tytułów, jednak moją uwagę dodatkowo przykuł dość nietypowy tytuł. Gdy zobaczyłam tę książkę, pomyślałam "Ot, kolejne romansidło, stracił głowę dla dziewczyny, pewnie jakaś love story". Mimo wszystko, sięgnęłam po książkę, przeanalizowałam okładkę i tekst z tyłu, po czym skierowałam się w stronę kasy. Z tą oto książką (i kilkoma innymi) w dłoniach. Dlatego dzisiaj przychodzę do Was z recenzją, chociaż ostatnio trochę ich tu dużo.
Wszem i wobec przedstawiam Wam szesnastoletniego Travisa oraz jego historię opisaną w książce pt. "Chłopak, który stracił głowę". Nastolatek jak każdy inny, ma przyjaciela, kochającą dziewczynę, normalną rodzinę i nieuleczalnego raka, jak głosi tył okładki. Jego choroba jest o tyle poważna, że w tak młodym wieku Travis musi dokonać naprawdę trudnego wyboru. Czy umrzeć, czy też pozwolić medycynie się rozwijać i wziąć udział w prawie niemożliwym eksperymencie, jakim jest przeszczep. Ale nie taki zwykły, które niestety się zdarzają. Zgadza się na to, by fachowi lekarze odcięli mu głowę, po czym przeszczepili mu ciało zdrowego człowieka. Przez 5 lat jest w śpiączce, jego rodzina i bliscy zakończyli żałobę. Przyjaciel i dziewczyna Travisa są na studiach, w dodatku ona jest od dawna zaręczona. Gdy się budzi, jest niemal sam. Pojawiają się przy nim rodzice, próbujący go wesprzeć, ale wszystkim jest trudno. Travis ma swoją głowę, wydaje mu się, że "usnął" kilka tygodni temu, nie może uwierzyć, że minęło tyle lat, a on wciąż ma te 16 lat. Chłopak nie potrafi pogodzić się ze wszystkimi tymi wydarzeniami, próbuje przywrócić swoje życie w przeszłości, ale czy to się uda? To naprawdę poruszająca historia o miłości, podejmowaniu decyzji i... o życiu. Czy Travisowi uda się zapanować nad sytuacją i odnaleźć w tym świecie, z nowym ciałem, należącym do kiedyś wysportowanego nastolatka, którego rodzice też są załamani? Zachęcam do przeczytania tej lektury, ponieważ John Corey Whaley naprawdę dobrze się spisał.

środa, 1 czerwca 2016

Zakopane - Fotoleracja

Witajcie po dość długiej przerwie, podczas której byłam ciągle w biegu i poza domem, bez dostępu do laptopa. Miałam kontakt ze światem dzięki moim 2 GB transferu na telefonie i tyle. Ale dzisiaj mogę przyjść do Was z nowym postem, który zaplanowałam nieco inaczej. Od razu muszę Was powiadomić, że zrobiłam naprawdę dużo zdjęć, ale zamieszczę ich tylko kilkanaście. Pewnie udałoby mi się napisać tego posta wcześniej, ale nie mogłam dodać zdjęć. Wyskakiwał jakiś dziwny błąd i tyle.  Ale dzisiaj mi się udało, więc zapraszam do popatrzenia i przeczytania króciutkiego opisu mojej trasy. Jeśli macie taką możliwość, wyjedźcie gdzieś. Mi ta wycieczka bardzo pomogła w zregenerowaniu sił.
Zdjęć było by więcej, ale kilka dni temu rozbiłam telefon i chwilowo nie mam dostępu do części zdjęć, które miałam zapisane w telefonie.. Mam nadzieję, że nie zostaną usunięte. Jeśli wśród nich znajdę jakieś godne pokazania, to wstawię je jako część drugą tego postu. Pamiętam, że na telefonie miałam sporo zdjęć roślin, których w moim otoczeniu raczej się nie spotka. Także prawdopodobnie pojawi się część druga, ale niczego nie obiecuję :(
Jak przebiegały moje wędrówki? Nie będę opisywała Wam każdego dnia, opiszę to razem, mam jednak nadzieję, że w prawidłowej kolejności. Pierwszym szczytem, który zdobyłam w tym roku był Nosal- trasa dość łatwa, nie wymagała wielkiego wysiłku. I chociaż zmęczenie odczuwałam, bo jednak idzie się ciągle pod górę, to wiem, że było warto, bo kocham góry. Potem odwiedziłam Pustelnię św. Brata Alberta, jednak nie zabawiłam tam długo. Trzeba było ruszyć pod górę, prosto na Kalatówki, a potem północny stok Giewontu. W planach była również Hala Gąsienicowa i Czarny Staw Gąsienicowy, ale było tam dużo śniegu, ja byłam z grupą i warunki, by tam iść, były według przewodnika zbyt niedogodne, a dla niektórych niebezpieczne. Tak więc zamiast tam, cała grupa udała się do Doliny Kościeliskiej, gdzie zwiedzaliśmy Jaskinię Mroźną i Smoczą Jamę. Wycieczkę zakończyliśmy wjazdem na Gubałówkę, przejściem z niej na Butorowy Wierch i zjazdem wyciągiem krzesełkowym. Szkoda, że ten wyjazd był tak krótki i niemal całą jego połowę zajęła podróż, bo do Zakopanego blisko nie mam.