piątek, 22 lipca 2016

The Darkest Minds

Dzisiaj przyjrzymy się z bliska dość znanej trylogii autorstwa młodej Amerykanki... Domyślacie się, co mam na myśli? Jeżeli nie, to dam Wam jeszcze kilka podpowiedzi. Pierwsza część trylogii została wydana pod koniec roku 2012. Jest to opowieść nastolatki, która jest... ostatnią z Pomarańczowych.
Tak, teraz już powinniście wiedzieć, co mam na myśli. Weźmiemy pod lupę "Mroczne umysły" napisane przez Alexandrę Bracken. O co w tym wszystkim chodzi? Na początku nic nie rozumiałam. Gdy zaczęłam czytanie, pomyślałam sobie: "O nie, nie dam rady." i na niecały miesiąc zapomniałam o książce. Dlaczego do niej powróciłam? Zaczęło się od mojej wizyty w księgarni. Okładka przyciągnęła moją uwagę, nie powiem, że nie. Tytuł wydawał mi się znajomy. Jeszcze raz przeczytałam tylną stronę okładki, po czym powędrowałam do kasy. Gdy ponownie rozpoczęłam lekturę, żałowałam, że czytam to dopiero teraz. Coś tak świetnego wydawało mi się czymś słabym. W zasadzie, to nie odłożyłabym "Mrocznych umysłów", gdybym już wcześniej posiadała wersję papierową książki, a nie elektroniczną. Nie lubię czytać w telefonie, komputerze, ani nawet na e-booku. Wolę klasyczne książki papierowe. Po prostu kocham ich zapach, uwielbiam możliwość wertowania kartek, zaznaczania fragmentów kolorowymi karteczkami i wracania do nich w chwili słabości. Jestem zadowolona, że drugi raz sięgnęłam po "The Darkest Minds"- jak brzmi tytuł w wersji angielskiej. No ale ja tu "gadu-gadu", a recenzji nadal brak. W takim razie zapraszam do następnego akapitu. :)
Ruby. Główna bohaterka, która posiada niezwykłe zdolności. W każdej chwili może wedrzeć się do Twojego umysłu, a co gorsza- wymazać Twoje wspomnienia. Właśnie to przydarzyło jej się zupełnie niechcący, gdy była małą dziewczynką. Wymazała siebie z pamięci swoich rodziców, w wyniku czego trafiła do "obozu rehabilitacyjnego", gdzie "dobrzy ludzie" mieli wyleczyć ją z tej choroby, zwanej OMNI. A jednak dzieje się inaczej. Ruby wie, że jest inna i widzi, co dzieje się w Thurmond, w którym przebywa. Dzieci, które posiadają takie umiejętności jak ona, dziwnym trafem znikają. Nastolatka zdaje sobie sprawę z tego, jaki jest ich los i stara się ukryć fakt, że jest Pomarańczową. Udawała Zieloną, czyli osobę wyjątkowo inteligentną. Są też Żółci posiadający zdolności związane z prądem, Niebiescy- potrafili poruszać przedmiotami, a także ludźmi, Czerwoni wykazujący zdolność do podpalania wszystkiego i tacy, jak Ruby, czyli Pomarańczowi, potrafiący wdzierać się do cudzych umysłów i rozkazywać swoim ofiarom. Wszyscy są święcie przekonani, że główna bohaterka jest niegroźna, jednak ktoś odkrywa jej sekret. Proponuje jej ucieczkę z ośrodka i nowe, lepsze życie. Dziewczyna przystaje na umowę, jednak w krótkim czasie zmienia towarzystwo i z nowymi, nieznanymi jej osobami wyrusza na poszukiwanie człowieka, który jest w stanie zapewnić im bezpieczeństwo. Jak potoczą się losy Ruby i trójki jej znajomych? Kto okaże się wrogiem, a kto przyjacielem nastolatki? No cóż, jeżeli chcecie się tego dowiedzieć, musicie sięgnąć po lekturę. :)
Zastanawiałam się, czy nie wprowadzić jakichś punktów w skali od 1 do 10, dzisiaj tak zrobię, a ewentualnie możecie napisać w komentarzach, czy chcecie tę punktację, czy też lepiej będzie bez niej.

Moja ocena:


wtorek, 19 lipca 2016

Szczera czy wredna?

Najpierw chciałabym podziękować Wam za rady pod poprzednim postem. Dzięki tym kilku komentarzom podjęłam decyzję o różnorodności na blogu. Mam nadzieję, że każdy będzie mógł znaleźć coś dla siebie, gdy wprowadzę jeszcze kilka "działów". Tymczasem zapraszam Was na dzisiejszy post, czyli znów trochę o życiu.  No i już wkrótce opublikuję kolejną recenzję naprawdę fajnej książki. Jesteście ciekawi, jakiej? Niedługo się dowiecie. :)
Często mówi się o tym, że ludzie są wredni. Zdarza się, że sami o sobie mówimy "Jestem wredna". Ja jednak patrzę na to troszeczkę inaczej, bo mimo wielu opinii, charakter jest inny. Zauważyłam ostatnio, że coraz więcej osób usprawiedliwia się słowami "Nie jestem wredna, jestem szczera." Ale ile prawdy jest w tej 'szczerości'? Dziś chciałabym zastanowić się, czy lepiej być kimś szczerym do bólu, czy też ukryć prawdę, by nie sprawić komuś ogromnej przykrości?
Każdy z nas powinien znać granicę, której nie powinien przekroczyć. Nie uważam, że powinniśmy kłamać, by druga osoba cieszyła się z komplementów. Czasami lepiej jest dla tej drugiej osoby, gdy ktoś powie jej prawdę w oczy. Prawda boli, ale wyznając ją, trzeba uważać, by nie stać się wrednym i nie powiedzieć kilku słów za dużo, dopowiedzieć jeszcze czegoś.
Podobna sytuacja, dotycząca szczerości, pojawia się także dość często wśród młodzieży ze względu na naukę. Przykładem tego mogę być ja, bo wiem, że jeżeli ktoś wytknie mi moje błędy i powie, że jest beznadziejnie, da mi pewnego rodzaju motywację do działania. Nawet, jeżeli zanim zacznę działać, będzie mi strasznie przykro i uronię wiele łez. Ale po jakimś czasie dotrze do mnie, że ta osoba powiedziała mi prawdę.

czwartek, 14 lipca 2016

Books, books, books...

Przychodzę dziś do Was z pewnym pytaniem, które nurtuje mnie już od dłuższego czasu. Nie trudno było przegapić to, że na blogu pojawia się coraz więcej recenzji książek. Jest to spowodowane przede wszystkim tym, że kocham czytać i jest to moja pasja. Czytam, gdy chcę się odprężyć, czytam, gdy znajdę chociaż chwilę wolnego. Nawet teraz, gdy piszę posta, zdarza mi się odbiec myślami do książki, którą obecnie czytam.
No dobrze... Zastanawiacie się pewnie, po co Wam to mówię (piszę). Od dawna myślę o tym, w jakiej tematyce piszę swojego bloga i... w zasadzie to nie znam odpowiedzi na to pytanie. Często piszę zarówno recenzje, jak i posty bardziej z życia wzięte. Nie są to opowiadania z mojego nudnego, monotonnego życia, lecz problemy, z jakimi borykają się ludzie na co dzień. I nie chodzi mi tutaj o problem typu "Co zjeść na śniadanie".
Dlatego też zależy mi, żeby pod tym postem znalazło się trochę komentarzy, bo wydaje mi się, że trochę się pogubiłam. Nie wiem, czy lepiej będzie, jeśli wszystko zostanie tak, jak jest, a do tego może dorzucę od czasu coś z serii "Julia w kuchni", a do recenzji dodam "Julia czyta", a do tych moich przemyśleń jeszcze coś innego, czy może powinnam ustalić jedną tematykę (w tym przypadku byłyby to tylko recenzje).
Proszę Was o radę, bo już sama nie wiem, co byłoby lepsze. Osobiście pewnie wolałabym tematykę różnorodną z jakimiś nagłówkami, np. te wymienione w akapicie wyżej, ale nie wiem, co się lepiej czyta. Odpowiada Wam to, jak jest teraz, czy jednak chcecie zmiany bloga na recenzje książek? Podpowiedzcie, proszę. I z góry dziękuję ♥

poniedziałek, 11 lipca 2016

Przerwa na blogu

Hej. Trudno mi to wyznać, ale przez ten miesiąc, albo i dłużej, trochę zaniedbałam... wszystko. Nie tylko bloga i Was, straciłam kontrolę nad wszystkim. Minął miesiąc od ostatniego posta, to fakt. Mam nadzieję, że mnie zrozumiecie, chociaż liczę się z tym, że możecie tego nie zrobić. Wczoraj wieczorem wróciłam z obozu, znad morza. Prawdopodobnie opiszę to w jednym z akapitów dzisiejszego posta. Nie wiem jeszcze, w którym, nie zaplanowałam tego. W zasadzie to nawet nie wiem, o czym powinnam pisać. Na pewno nic mi nie da użalanie się nad sobą. Nie chcę też, żebyście to Wy użalali się nade mną, gdy napiszę, co się dzieje w moim życiu. Wydaje mi się, że nie potrzebuję wsparcia i słów otuchy. Zdaję sobie sprawę z tego, że one i tak nic nie zmienią.
Nadając tytuł, zastanawiałam się, co powinnam dalej robić. Czy faktycznie przerwać pisanie bloga? Mam wrażenie, że jest on... nieużyteczny, chociaż w statystykach widzę, że nadal go odwiedzacie. Prawdę mówiąc, dziwię się Wam. Ostatnio dodaję tak mało postów, że nawet nie opłaca się tutaj zaglądać. Ale muszę jednak coś wyjaśnić. To nie jest tak, że zapomniałam o blogu, czy też nie mam czasu i pomysłów na posty. Nie wypaliłam się, ani nic z tych rzeczy. Po prostu mój nastrój sprawia, że odechciewa mi się wszystkiego.
Ogólnie rzecz biorąc, od tego nieszczęsnego 11 czerwca nie było aż tak źle. Nie biorąc pod uwagę napięcia na koniec roku szkolnego, wydawało się całkiem znośnie. Cieszyłam się 4 lipca, gdy wyjechałam nad morze. Cały wyjazd był naprawdę udany. Nie myślałam, że będę się tyle śmiać podczas niego. Bawiłam się doskonale, przy tym zbliżając się do kilku osób. Miałam okazję zwierzyć się ze swoich trosk, czułam się potrzebna. Od razu muszę Wam napisać, że tym razem nie spodziewajcie się fotorelacji. Zdjęcia robiłam, owszem, ale pragnę zostawić je dla siebie z wielu różnych przyczyn. Dzisiaj post z wyjaśnieniami, opowieściami itp. Oczywiście, nie będzie chronologicznie. Teraz o obozie, a zaraz pewnie znowu wydarzenia z czerwca. Albo i nie.
Myślałam, że się nie pozbieram, gdy dopadło mnie jakieś załamanie nerwowe. Było to kilka miesięcy temu, po prostu nie dawałam sobie rady. A jednak to był dopiero początek, to 'gorsze' miało dopiero nadejść. Dzisiaj mamy 11 lipca. Niby to rozpoczęcie wakacji, ale ja już mogłabym odliczać dni do rozpoczęcia roku szkolnego. Dlaczego? Powodów jest kilka. Nie, żeby jakoś za bardzo mi się spieszyło. Wcale nie mam ochoty znowu być oceniana. Mam w sumie dość życia w ciągłym stresie, ale właśnie to mnie czeka. Zaczynam przyswajać sobie pewne fakty, zdecydowanie pomogła mi w tym rozmowa "psychoterapeutyczna", bo właśnie tak mogę ją nazwać. Nie było to coś takiego poważnego, w zasadzie- wieczorne pogaduchy podczas wyjazdu. A jednak, dużo sobie wtedy uświadomiłam.
To chyba tyle na dziś, ewentualnie mogę poinformować, że nie mam zamiaru robić przerwy w blogowaniu, bo kocham to, co robię. Mam nadzieję, że mi wybaczycie te duże odstępy czasowe między postami, postaram się to ogarnąć.