Przychodzę do Was po aż 10-dniowej przerwie, przed świętami byłam tak zabiegana, że nie wyrabiałam się z czasem. Od piątku (post był w czwartek) po kilka godzin zajmowałam się składaniem gazetki, gotowa była w niedzielę ok. 23. Zrobiłabym to szybciej, gdyby nie komplikacje, które kilkakrotnie musiały się pojawić. I jakoś dobrnęłam do Wigilii, potem dwa dni świąteczne, także spędzone w gronie rodzinnym, a dzisiaj? Niedziela. W zasadzie, to jest dość późno. Post pojawiłby się wcześniej, gdyby nie fakt, że w tym roku udało mi się kolędować ze znajomymi. Niedawno wróciłam, ale mimo zmęczenia postanowiłam coś naskrobać. Tym oto sposobem streściłam Wam 10 dni, więc mogę przejść do tego, co zaplanowałam na dzisiaj.
Co dostałam na święta? Jak je spędziłam? Nigdy nie lubiłam pokazywać innym moich prezentów, uznawałam to za chwalenie się, chociaż wcale nie chciałam tego robić. Ale skoro pisałam kilka pomysłów na prezent, to wypadałoby podsumować, jaki był w tym roku święty Mikołaj, a muszę przyznać, że był bardzo hojny. Cztery książki, tzw. "kijek do selfie", power bank, nowy portfel, kalendarz na 2016, no i trochę słodyczy. I prawie zapomniałam o przecudownym malutkim króliczku- taki brelok/przytulanka. Skoro ja napisałam coś o moim Mikołaju, z chęcią przeczytam, co leżało pod Waszymi choinkami (piszcie w komentarzach).
Co się działo w moim domu? W zasadzie, to działo się sporo. W Wigilię ok. południa czekała mnie "pierwsza Wigilia" poza moim domem. Tam dostałam pierwsze prezenty i spędziłam kilka godzin z najbliższymi mi osobami z rodziny mojej mamy. Potem, wieczorem, zasiadłam do kolejnego posiłku wigilijnego, w innym gronie. Tym razem była to rodzina ze strony mojego taty. No i kolejne prezenty, potem pasterka i czas, żeby się wyspać. Zarówno cały pierwszy, jak i drugi dzień świąt spędziłam z rodziną. Rodzice, rodzeństwo, babcie, dziadkowie, wujkowie, ciocie, kuzyni i kuzynki. Zapewne każdy z Was to zna. I właśnie dzisiaj kolędowałam razem z moimi znajomymi. Nie chcieliśmy marnować dzisiejszego wieczoru siedząc przed komputerami/telewizorami i innymi takimi, więc dla frajdy wyszliśmy z domów w przebraniach. To chyba tyle z mojej historii, aczkolwiek liczę na to, że teraz Wy trochę opowiecie. Co dostaliście na święta? Jak spędziliście ten czas? A może nawet kolędowaliście? Czekam na komentarze ♥
niedziela, 27 grudnia 2015
czwartek, 17 grudnia 2015
Christmas Time ~ Listy do M.2
Tydzień temu miałam okazję, żeby wybrać się do kina. Od ponad miesiąca planowałam, że pojadę na "Listy do M.2", ale bałam się, że nie zdążę. A jednak- udało mi się!
Od wydarzeń, które miały miejsce w pierwszej części minęły cztery lata. Film nazwano komedią jeszcze bardziej romantyczną, a więc chciałam to sprawdzić. Tym razem jednak w dość trudnych wydarzeniach bierze udział aż 5 rodzin. Pierwsze, co szczególnie zwróciło moją uwagę, to problemy zdrowotne Małgorzaty. Chociaż w pierwszej części nie była zbyt dobrą szefową, to potem dużo się zmieniło. Tosia została adoptowana i naprawdę pokochała swoich "rodziców". Do tego stopnia, że udało jej się uzbierać naprawdę dużą sumę, chcąc przeznaczyć pieniądze na leczenie. Miłość Mikołaja i Doris kwitnie, ten już dawno zakupiony ma pierścionek zaręczynowy, jednak nie potrafi zdobyć się na odwagę i zadać tego pytania dziewczynie. Zamiast tego, kupuje jej na święta... niezbyt romantyczny prezent, który Kostkowi udaje się przez przypadek zepsuć. Karina i Szczepan są po rozwodzie. Ona jest teraz słynną pisarką, autorką popularnej książki, a on taksówkarzem. Los jednak chce, by ciągle na siebie wpadali, co ukazane jest w filmie dość często. Betty i Melchior, którzy razem opiekowali się swoim dzieckiem, też się rozeszli. Kobieta znalazła sobie nowego mężczyznę, który jest bardziej odpowiedni do roli ojca filmowego Kazika.
Czy film spełnił moje oczekiwania? Zdecydowanie tak. Było romantycznie, wiele scen doprowadziło do tego, że się wzruszałam. Niejednokrotnie po moim policzku spłynęły łzy, uważam, że naprawdę warto było odwiedzić to kino i obejrzeć "Listy do M.2" Wyżej nie wspomniałam o nowej parze. Lecz między zakochanych wkradła się... Matylda. To właśnie ona spowodowała spore zamieszanie. Naprawdę polecam Wam ten film, oglądajcie, jeżeli choć trochę Was zaciekawiłam.
Czy film spełnił moje oczekiwania? Zdecydowanie tak. Było romantycznie, wiele scen doprowadziło do tego, że się wzruszałam. Niejednokrotnie po moim policzku spłynęły łzy, uważam, że naprawdę warto było odwiedzić to kino i obejrzeć "Listy do M.2" Wyżej nie wspomniałam o nowej parze. Lecz między zakochanych wkradła się... Matylda. To właśnie ona spowodowała spore zamieszanie. Naprawdę polecam Wam ten film, oglądajcie, jeżeli choć trochę Was zaciekawiłam.
sobota, 12 grudnia 2015
Christmas Time ~ Potworki #DIY
Jest już 12 grudnia, a ja dopiero dzisiaj piszę post... Przyda się on, jeżeli Wasi znajomi/rodzina czytają książki. Chcesz dać każdemu drobny upominek? Trafiłeś idealnie! Podaruj... zakładkę do książki. Może nie brzmi to zbyt zachęcająco, ale każdy w swoim życiu kilka książek przeczytał, a mało kto przeczytał je bez żadnej przerwy. Tak więc z pewnością każdemu przyda się "słodka" zakładka.
Nie potrzebujemy wiele. Papier kolorowy (techniczny i rysunkowy), ozdoby, jakie tylko znajdziemy w naszym domu i trochę weny twórczej :) Ja użyłam tego sposobu 6 grudnia, gdy potrzebowałam kilku mini prezentów na Mikołajki.
To są gotowe zakładki, zrobione przez moją młodszą siostrę. Ja zaś zdecydowałam się na coś bardziej przypominającego o świętach. Na początku z papieru (ja wybrałam fioletowy, ale to wedle uznania) wycinam coś... takiego:
Nie wiem dlaczego, ale pierwsze skojarzenie po narysowaniu tego, to taki... pyszczek lisa. Rysowałam to od linijki, rozmiary... To chyba też według Waszego uznania, w zależności od tego, jak dużą chcecie zakładkę. Następnie zaginamy obydwa rogi i sklejamy je ze sobą. Już coś widać... A w zasadzie, chociaż dopiero zaczęłam Wam tłumaczyć, jak zrobić tą zakładkę, zbliżamy się do końca.
Wystarczy, że ozdobimy naszą zakładkę przeróżnymi brokatami, kolorowymi elementami (czym tylko zechcemy). Wygląd ostateczny zależy od naszej wyobraźni. Ja poszłam... na łatwiznę i użyłam brokatów i zielonego papieru, z którego wycięłam choinkę. Efekt końcowy:
Nie potrzebujemy wiele. Papier kolorowy (techniczny i rysunkowy), ozdoby, jakie tylko znajdziemy w naszym domu i trochę weny twórczej :) Ja użyłam tego sposobu 6 grudnia, gdy potrzebowałam kilku mini prezentów na Mikołajki.
To są gotowe zakładki, zrobione przez moją młodszą siostrę. Ja zaś zdecydowałam się na coś bardziej przypominającego o świętach. Na początku z papieru (ja wybrałam fioletowy, ale to wedle uznania) wycinam coś... takiego:
Nie wiem dlaczego, ale pierwsze skojarzenie po narysowaniu tego, to taki... pyszczek lisa. Rysowałam to od linijki, rozmiary... To chyba też według Waszego uznania, w zależności od tego, jak dużą chcecie zakładkę. Następnie zaginamy obydwa rogi i sklejamy je ze sobą. Już coś widać... A w zasadzie, chociaż dopiero zaczęłam Wam tłumaczyć, jak zrobić tą zakładkę, zbliżamy się do końca.
Wystarczy, że ozdobimy naszą zakładkę przeróżnymi brokatami, kolorowymi elementami (czym tylko zechcemy). Wygląd ostateczny zależy od naszej wyobraźni. Ja poszłam... na łatwiznę i użyłam brokatów i zielonego papieru, z którego wycięłam choinkę. Efekt końcowy:
poniedziałek, 7 grudnia 2015
Problemy- co i jak?
Każdy z nas ma jakieś problemy. Większe, mniejsze, takie, którymi się przejmujemy bardziej lub mniej. Ale nie znajdzie się osoby, która wyznałaby szczerze, że nie boryka się z chociaż jednym problemem. Po dokładniejszym przyjrzeniu się problemowi jesteśmy w stanie zauważyć, że takich kłopotliwych kwestii i czegoś, co zawraca nam głowę, czasem zupełnie niepotrzebnie, jest bardzo dużo. Tak dużo, że ja sama nie potrafię zliczyć tego, co mnie aktualnie trapi. Małe, drobne sprawy, które w moich myślach stają się olbrzymie. No tak, ale tego, że mamy problemy, nigdy nie uda nam się zmienić. A więc co zrobić, gdy masz problem, tylko taki większy i jesteś w stanie załamania?
Do kogo zwrócić się o pomoc, jeżeli czujesz, że nie dasz rady sama udźwignąć tego ciężaru? Kogo prosić o wsparcie, jakiekolwiek, byle tylko ta osoba pomogła odbić Ci się od dna? I właśnie to jest kolejny problem, który pojawia się w naszym życiu. Każdy ma problemy, większość ma problemy, z którymi bardzo trudno jest samemu sobie poradzić. Chcemy zasięgnąć czyjejś rady, oczekujemy na wsparcie chociażby duchowe, ale nagle uświadamiamy sobie, że nie ma osoby, której możemy powierzyć takie sprawy. Co wtedy mamy zrobić?
Każdy przeżywa kiedyś jakiegoś rodzaju załamanie nerwowe. Mamy wszystkiego dosyć, nie wiemy, co ze sobą zrobić, najchętniej zostawilibyśmy wszystko i odeszli, nigdy już nie wracając do swojego świata codziennego. Myślałam, że po chwili refleksji będę umiała doradzić Wam, do kogo możecie się udać z problemami, ale biorąc pod uwagę mój przykład, trudno było mi znaleźć chociaż jedną osobę. Oczywiście, gdyby ktoś z Was chciał naprawdę "porozmawiać" ja też jestem otwarta na to, co piszecie. Mogę spróbować pomóc, dlatego nie bójcie się pisać. Wiem, że to nie to samo, ale... Ja też nie miałam komu się wyżalić, nie znalazłam nigdy osoby, której mogłabym zaufać i porozmawiać z nią o moich problemach. Ale jeżeli napiszesz nawet do tej osoby z drugiej strony ekranu, zamiast przeróżnych imion, nazw własnych itp. użyjesz liter X, Y, Z i tak nikt tego nie wykorzysta. Jesteś trochę... anonimowy. Wiem, że lepsze są rozmowy prawdziwe, w tzw. "realu", ale nie zawsze możemy sobie na nie pozwolić, jeśli naprawdę czujemy się sami. Jakiś czas temu, w okresie mojego załamania, pewna osoba powiedziała mi:
Do kogo zwrócić się o pomoc, jeżeli czujesz, że nie dasz rady sama udźwignąć tego ciężaru? Kogo prosić o wsparcie, jakiekolwiek, byle tylko ta osoba pomogła odbić Ci się od dna? I właśnie to jest kolejny problem, który pojawia się w naszym życiu. Każdy ma problemy, większość ma problemy, z którymi bardzo trudno jest samemu sobie poradzić. Chcemy zasięgnąć czyjejś rady, oczekujemy na wsparcie chociażby duchowe, ale nagle uświadamiamy sobie, że nie ma osoby, której możemy powierzyć takie sprawy. Co wtedy mamy zrobić?
Każdy przeżywa kiedyś jakiegoś rodzaju załamanie nerwowe. Mamy wszystkiego dosyć, nie wiemy, co ze sobą zrobić, najchętniej zostawilibyśmy wszystko i odeszli, nigdy już nie wracając do swojego świata codziennego. Myślałam, że po chwili refleksji będę umiała doradzić Wam, do kogo możecie się udać z problemami, ale biorąc pod uwagę mój przykład, trudno było mi znaleźć chociaż jedną osobę. Oczywiście, gdyby ktoś z Was chciał naprawdę "porozmawiać" ja też jestem otwarta na to, co piszecie. Mogę spróbować pomóc, dlatego nie bójcie się pisać. Wiem, że to nie to samo, ale... Ja też nie miałam komu się wyżalić, nie znalazłam nigdy osoby, której mogłabym zaufać i porozmawiać z nią o moich problemach. Ale jeżeli napiszesz nawet do tej osoby z drugiej strony ekranu, zamiast przeróżnych imion, nazw własnych itp. użyjesz liter X, Y, Z i tak nikt tego nie wykorzysta. Jesteś trochę... anonimowy. Wiem, że lepsze są rozmowy prawdziwe, w tzw. "realu", ale nie zawsze możemy sobie na nie pozwolić, jeśli naprawdę czujemy się sami. Jakiś czas temu, w okresie mojego załamania, pewna osoba powiedziała mi:
Pamiętaj, że nie jesteś sama.
Jak trudno jest uwierzyć w te słowa... Zdaję sobie z tego sprawę. Ale może jednak czasem warto się przełamać i spróbować? Wiem, że to jest trudne, bo nie raz i nie dwa zawiedliśmy się na ludziach z naszego otoczenia. Ale los zsyła nam ludzi, którzy naprawdę chcą nam pomóc i zbić szybę, którą jesteśmy oddzieleni od reszty świata. Próbują dostać się do środka, uwolnić nas stamtąd i wesprzeć. Post ten skierowany jest nie tylko do tych, którzy pomocy potrzebują, ale także do ludzi, którzy są może trochę silniejsi, a może i nie, ale mogliby pomagać innym.
czwartek, 3 grudnia 2015
Dotyk Julii
Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją książki, która miała pojawić się wczoraj, ale nie wyrobiłam się z czasem. A więc zapraszam do czytania:
Co byś zrobił, gdyby przywódcy Komitetu Odnowy chcieliby wykorzystać Cię do zawładnięcia światem, torturowania ludzi? A wszystko dlatego, że Twój dotyk... zabija?
Przepraszam, że tak krótko. wynagrodzę Wam to w następnym poście, który będzie prawdopodobnie jeszcze jutro.
Co byś zrobił, gdyby przywódcy Komitetu Odnowy chcieliby wykorzystać Cię do zawładnięcia światem, torturowania ludzi? A wszystko dlatego, że Twój dotyk... zabija?
„Nie możesz mnie dotknąć – szepczę. Kłamię – oto, czego mu nie mówię. Możesz mnie dotknąć – oto, czego nigdy nie powiem. Proszę, dotknij mnie – oto, co chcę powiedzieć”.
17-letnia Julia Ferrars od urodzenia ma moc, której za wszelką cenę chciałaby się pozbyć. Często była poniżana, nawet jej rodzice bali się jej dotknąć. Nie traktowali jej jak swojej córki, lecz jak potwora, wybryk natury. Gdy zabrano ją do szpitala psychiatrycznego przez 264 dni nie widziała ani jednego człowieka. Pewnego jednak dnia do jej celi przyprowadzony zostaje Adam Kent, chłopiec z dawnej szkoły Julii. Jedyny, który nią nie gardził. W późniejszych wydarzeniach okazuje się on być żołnierzem Warnera- tego, który chciał wykorzystać siedemnastolatkę jako broń. Julia odkrywa, że Adam może jej dotknąć, przez co zaczyna darzyć go większym zaufaniem i wielkim uczuciem. Zakochani postanawiają uciec, jednak przyłapuje ich Warner. Wtedy wychodzi na jaw, że on też jest odporny na dotyk dziewczyny. Dwójka młodych ludzi ukrywa się w domu Adama, mieszkając razem z jego bratem. Jednak do mieszkania trafia Kenji, zarówno przyjaciel Adama, jak i żołnierz Warnera. Julia i Adam znów uciekają, jednak ich drogi musiały się rozejść. Adam jest ciężko ranny, a Julia zostaje uprowadzona przez swojego prześladowcę. Jak zakończy się pierwsza część trylogii? Co stanie się w następnych? Tego Wam zdradzić nie mogę, dlatego zachęcam do rozpoczęcia lektury.Przepraszam, że tak krótko. wynagrodzę Wam to w następnym poście, który będzie prawdopodobnie jeszcze jutro.
niedziela, 29 listopada 2015
Christmas Time ~ Prezenty
Dzisiaj przychodzę do Was z postem innego typu, tym razem to nie będą moje przemyślenia. Pomyślałam, że skoro w naszych głowach już panuje świąteczny nastrój, warto byłoby w tej tematyce coś zrobić. Przygotowuję się do serii świątecznej, gdzie zapewne pojawią się jakieś DIY, jak wyglądają święta w moim domu itp. A dzisiaj nadszedł czas na... prezenty. Coraz częściej słyszę pytania "Co chcesz dostać?", a w jedną chwilę, jak sami wiecie, nie tak łatwo jest wymyślić coś, co nam się przyda, bądź coś, co naprawdę chcielibyśmy mieć w posiadaniu. Dlatego ja już dziś przedstawię Wam kilka pomysłów na prezenty, w tym niektóre z nich z pewnością znajdą się w moim "liście do Mikołaja".
Pierwszy pomysł na prezent to Power Bank, czyli gadżet niezbędny, jeżeli wyjeżdżamy gdzieś na cały dzień, na dłuższą wycieczkę, bądź długie wakacje. Zwłaszcza, gdy chcemy w tym czasie korzystać z telefonu, a żywotność baterii w telefonie jest w kiepskim stanie. Dużo osób nazywa go przenośną baterią, akumulatorem itp. Nie jest on za drogi, a jedno pełne naładowanie Power Banka to kilka, a nawet kilkanaście ładowań telefonu (zależy od pojemności). Zanim wyjeżdżamy, ładujemy nasz gadżet taką samą ładowarką, jak telefon, a później możemy cieszyć się długim korzystaniem z telefonu. Jest przydatny bardzo często, a jego cena zachęca do kupna jeszcze bardziej.
Kolejnym gadżetem, który chciałoby mieć dużo nastolatek (i nie tylko, chłopaki też z takich korzystają), jest kijek do selfie, czyli "przedłużenie naszej ręki". Jesteśmy na wakacjach, wszyscy chcą zrobić sobie zdjęcie, więc nie masz kogo poprosić, by zrobił takowe pamiątkowe zdjęcie Tobie? Wyciągasz taki oto kijek, umieszczasz w nim telefon, podłączasz go i gotowe. W rączce do trzymania znajduje się specjalny przycisk, który bardzo sprawnie robi zdjęcia.
Tym razem czas na coś potrzebnego każdego ranka, gdy budzimy się z włosami w stanie krytycznym. Rozczesywanie włosów z tą szczotką jest bezbolesne i szybkie. W trakcie czesania włosy nie elektryzują się (w większości przypadków, na niektórych elektryzowanie niestety działa), ale efekt końcowy z pewnością jest zadowalający.
W moich pomysłach na prezent jednak nigdy nie znajdą się kubki, których mam w domu tysiące, a i tak zazwyczaj używam szklanek, bądź jednego, ulubionego kubka. Niektórzy lubią je dostawać, aczkolwiek ja ich nie kolekcjonuję.
Jako prezent świąteczny sprawdzą się też nowe ubrania. Sukienki, spódnice, bluzki, swetry, bluzy, spodnie i inne tego typu rzeczy. Co roku dostaję jakieś ubranie, ale taki prezent nigdy się nie znudzi, patrząc na różnorodność ubrań w sklepach. Tak więc trzy przedmioty, które ja chciałabym dostać macie powyżej, plus ubrania, ale to chyba nie jest zbyt oryginalne. W następnych postach możliwe, że pojawią się kolejne pomysły, a tymczasem... Do "zobaczenia"!
Pierwszy pomysł na prezent to Power Bank, czyli gadżet niezbędny, jeżeli wyjeżdżamy gdzieś na cały dzień, na dłuższą wycieczkę, bądź długie wakacje. Zwłaszcza, gdy chcemy w tym czasie korzystać z telefonu, a żywotność baterii w telefonie jest w kiepskim stanie. Dużo osób nazywa go przenośną baterią, akumulatorem itp. Nie jest on za drogi, a jedno pełne naładowanie Power Banka to kilka, a nawet kilkanaście ładowań telefonu (zależy od pojemności). Zanim wyjeżdżamy, ładujemy nasz gadżet taką samą ładowarką, jak telefon, a później możemy cieszyć się długim korzystaniem z telefonu. Jest przydatny bardzo często, a jego cena zachęca do kupna jeszcze bardziej.
Kolejnym gadżetem, który chciałoby mieć dużo nastolatek (i nie tylko, chłopaki też z takich korzystają), jest kijek do selfie, czyli "przedłużenie naszej ręki". Jesteśmy na wakacjach, wszyscy chcą zrobić sobie zdjęcie, więc nie masz kogo poprosić, by zrobił takowe pamiątkowe zdjęcie Tobie? Wyciągasz taki oto kijek, umieszczasz w nim telefon, podłączasz go i gotowe. W rączce do trzymania znajduje się specjalny przycisk, który bardzo sprawnie robi zdjęcia.
Tym razem czas na coś potrzebnego każdego ranka, gdy budzimy się z włosami w stanie krytycznym. Rozczesywanie włosów z tą szczotką jest bezbolesne i szybkie. W trakcie czesania włosy nie elektryzują się (w większości przypadków, na niektórych elektryzowanie niestety działa), ale efekt końcowy z pewnością jest zadowalający.
W moich pomysłach na prezent jednak nigdy nie znajdą się kubki, których mam w domu tysiące, a i tak zazwyczaj używam szklanek, bądź jednego, ulubionego kubka. Niektórzy lubią je dostawać, aczkolwiek ja ich nie kolekcjonuję.
Jako prezent świąteczny sprawdzą się też nowe ubrania. Sukienki, spódnice, bluzki, swetry, bluzy, spodnie i inne tego typu rzeczy. Co roku dostaję jakieś ubranie, ale taki prezent nigdy się nie znudzi, patrząc na różnorodność ubrań w sklepach. Tak więc trzy przedmioty, które ja chciałabym dostać macie powyżej, plus ubrania, ale to chyba nie jest zbyt oryginalne. W następnych postach możliwe, że pojawią się kolejne pomysły, a tymczasem... Do "zobaczenia"!
sobota, 28 listopada 2015
Jutro niepewne...
Życie jest zbyt krótkie, żebyśmy rozpamiętywali przeszłość i planowali odległą przyszłość. Czyż nie powinniśmy żyć chwilą?
Wczoraj do Ciebie nie należy.
Jutro niepewne...
Tylko dziś jest Twoje.
Jan Paweł II
Biorąc pod uwagę te słowa, w naszych myślach powstaje kolejny temat do rozważań. Dobrze wiemy, że ludzka natura lubi przypominać o przeszłości, która nie zawsze bywała kolorowa. Nie pozwala zapomnieć o pewnych wydarzeniach, które my samy najchętniej wymazalibyśmy z pamięci. Ale skoro chcemy zapominać o przykrych wydarzeniach, które nas spotkały, to czy nie powinniśmy w tym samym momencie przebaczać bliźnim?
Mówimy o tym, że nie chcemy pamiętać wszystkich niemiłych sytuacji, a równocześnie nie potrafimy wybaczyć temu, kto przyczynił się do powstania złego wspomnienia. I bardzo często, nie szukamy winy w sobie samym. Jednakże dzisiejszy post nie miał być na ten temat, było to tylko nawiązanie do cytatu św. Jana Pawła II.
Chodziło mi o to, że powinniśmy kierować się zasadą: Carpe Diem! (Chwytaj dzień!)
Ale dlaczego tego nie robimy? Wciąż powracamy do wydarzeń z przeszłości, czy też planujemy tak bardzo odległą przyszłość? Dzisiaj post z kilkoma cytatami, bo według mnie one naprawdę pasują do tematu, a dodatkowo pobudzają do refleksji nad naszym postępowaniem.
Mówimy o tym, że nie chcemy pamiętać wszystkich niemiłych sytuacji, a równocześnie nie potrafimy wybaczyć temu, kto przyczynił się do powstania złego wspomnienia. I bardzo często, nie szukamy winy w sobie samym. Jednakże dzisiejszy post nie miał być na ten temat, było to tylko nawiązanie do cytatu św. Jana Pawła II.
Chodziło mi o to, że powinniśmy kierować się zasadą: Carpe Diem! (Chwytaj dzień!)
Ale dlaczego tego nie robimy? Wciąż powracamy do wydarzeń z przeszłości, czy też planujemy tak bardzo odległą przyszłość? Dzisiaj post z kilkoma cytatami, bo według mnie one naprawdę pasują do tematu, a dodatkowo pobudzają do refleksji nad naszym postępowaniem.
Żyj tak, jakby jutra miało nie być.
Nie żałuj tego, co już się wydarzyło i nie bój się tego, co przyniesie jutro. Życie jest piękne, więc nie płacz nad rozlanym mlekiem i czerp ze źródła szczęścia garściami. Nawet, jeżeli okaże się, że jutro będzie, ciesz się chwilą i nie wracaj do tego, co było. A potem, za kilkanaście, kilkadziesiąt lat będziesz się cieszył, że nie utraciłeś młodości i w pełni wykorzystałeś każdą sekundę swojego życia. Z chwilami smutku trzeba nauczyć się żyć, bo one zawsze będą się pojawiały. Ale wszystko jest dla ludzi. Częstym błędem ludzi jest to, że żyją przeszłością, chociaż powinni jedynie wyciągnąć z niej jakieś wnioski. Jednak dnia wczorajszego już nie ma, a ten jutrzejszy może nigdy nie nadejść. Jeżeli dobrze zaplanujesz swoją przyszłość, nauczysz się czegoś z przeszłości, będziesz mógł w pełni korzystać z dnia dzisiejszego. I właśnie o to chodzi w życiu.
środa, 25 listopada 2015
Samookaleczanie
Masz naprawdę dużo problemów? No tak... Kto ich nie ma. Ale Ty nie dajesz sobie z tym wszystkim rady? Rozumiem Cię, to zdarza się coraz częściej. Zauważyłeś, że tracisz siły na walkę, chcesz się poddać? Chwileczkę. Zanim cokolwiek zrobisz, powróć do wszystkiego złego, co Cię spotkało. Przypomnij sobie o wszystkich Twoich problemach. I teraz zastanów się. Czy za rok, dwa lata, te same sprawy będą wciąż Cię przygnębiały i utrudniały normalne "oddychanie"? Jeśli odpowiedź brzmi "Tak", rozwiązania trzeba szukać dalej.
Wydaje Ci się, że ludzie wokół są źli? To bardzo prawdopodobne, ludzie często ranią. Czujesz się samotnie, gdy stoisz w tłumie ludzi, a rozglądając się widzisz, że każdy jest z kimś, a Ty w samym środku, sama? Płacząca, niewidzialna dla innych istota, taka... zapomniana? Jesteś pewna, że zostałaś ze wszystkimi swoimi myślami sama i nie ma osoby, która wyciągnie do Ciebie rękę w odpowiednim momencie? To wcale nie jest znak, że musisz wszystko skończyć właśnie dziś. Ja też doświadczyłam tego uczucia. A mimo wszystko, jestem. Jakiś czas temu uświadomiono mi, że nie jestem sama. Zauważam ludzi, którzy nigdy nie wyraziliby chęci pomocy mi, ale mam nadzieję, że to oni są tymi dobrymi. Nie zwracam uwagi na tych, którzy próbują zbić szybę dzielącą mnie od reszty świata. Chcą mnie wydostać, wyciągają w moją stronę dłonie, niemalże krzycząc, że pomogą mi się podnieść. Dzięki nim mogłabym wstać, poprawić koronę i iść dalej. Dlaczego ich nie widzę?
Dzisiaj chciałabym poruszyć temat samookaleczania. Krótki wstęp był, chociaż może nie do końca nawiązywał do tego wszystkiego. A przynajmniej, tak Ci się wydaje. Prawda? Całe powiązanie wstępu do dalszej części tego, co napiszę, tkwi w przyczynach. Czy zastanawiałeś się, dlaczego ludzie czasem mają w rękach różnego rodzaju ostre przedmioty? Zapewne myślałeś, że to wynik głupoty, ale to nie tutaj pojawia się problem. Problemem jest fakt, że tacy ludzie potrzebują pomocy. Zrobili głupią rzecz, ale oni widzieli powód. Nie umieli znaleźć rozwiązania, ale zbyt późno zorientowali się, że to, co robią, w niczym nie pomaga. Ale nie krytykujcie! Takim osobom nie miał kto pomóc w trudnych chwilach. A może miał, ale nie chciał się wtrącać? Ja kiedyś zaryzykowałam i wtrąciłam się. Osoba, której pomogłam żyje teraz normalnie, jak inni ludzie. Ale ona sama, chociaż szukała ratunku, nie zauważała tych, którzy mogliby ją wesprzeć. Wtedy istnieli Ci, którzy gardzili, wyśmiewali, wytykali palcami.
Chyba wszyscy wiemy, że samookaleczanie nie jest dobrym sposobem rozwiązania problemów. Ale chyba niektórzy nie widzą innego wyjścia. Nie mogą go zobaczyć, jeżeli nie ma przy nich dobrych ludzi, którzy nie będą znowu szydzić. Ci ludzie, to prawdziwi przyjaciele. Może nie posiadam zbyt dużej wiedzy na temat, który dzisiaj poruszyłam, ale wiem jedno.
Tych ludzi się nie zostawia. Im się pomaga, bo to właśnie tego one potrzebują najbardziej. Pomocy.
Wydaje Ci się, że ludzie wokół są źli? To bardzo prawdopodobne, ludzie często ranią. Czujesz się samotnie, gdy stoisz w tłumie ludzi, a rozglądając się widzisz, że każdy jest z kimś, a Ty w samym środku, sama? Płacząca, niewidzialna dla innych istota, taka... zapomniana? Jesteś pewna, że zostałaś ze wszystkimi swoimi myślami sama i nie ma osoby, która wyciągnie do Ciebie rękę w odpowiednim momencie? To wcale nie jest znak, że musisz wszystko skończyć właśnie dziś. Ja też doświadczyłam tego uczucia. A mimo wszystko, jestem. Jakiś czas temu uświadomiono mi, że nie jestem sama. Zauważam ludzi, którzy nigdy nie wyraziliby chęci pomocy mi, ale mam nadzieję, że to oni są tymi dobrymi. Nie zwracam uwagi na tych, którzy próbują zbić szybę dzielącą mnie od reszty świata. Chcą mnie wydostać, wyciągają w moją stronę dłonie, niemalże krzycząc, że pomogą mi się podnieść. Dzięki nim mogłabym wstać, poprawić koronę i iść dalej. Dlaczego ich nie widzę?
Dzisiaj chciałabym poruszyć temat samookaleczania. Krótki wstęp był, chociaż może nie do końca nawiązywał do tego wszystkiego. A przynajmniej, tak Ci się wydaje. Prawda? Całe powiązanie wstępu do dalszej części tego, co napiszę, tkwi w przyczynach. Czy zastanawiałeś się, dlaczego ludzie czasem mają w rękach różnego rodzaju ostre przedmioty? Zapewne myślałeś, że to wynik głupoty, ale to nie tutaj pojawia się problem. Problemem jest fakt, że tacy ludzie potrzebują pomocy. Zrobili głupią rzecz, ale oni widzieli powód. Nie umieli znaleźć rozwiązania, ale zbyt późno zorientowali się, że to, co robią, w niczym nie pomaga. Ale nie krytykujcie! Takim osobom nie miał kto pomóc w trudnych chwilach. A może miał, ale nie chciał się wtrącać? Ja kiedyś zaryzykowałam i wtrąciłam się. Osoba, której pomogłam żyje teraz normalnie, jak inni ludzie. Ale ona sama, chociaż szukała ratunku, nie zauważała tych, którzy mogliby ją wesprzeć. Wtedy istnieli Ci, którzy gardzili, wyśmiewali, wytykali palcami.
Chyba wszyscy wiemy, że samookaleczanie nie jest dobrym sposobem rozwiązania problemów. Ale chyba niektórzy nie widzą innego wyjścia. Nie mogą go zobaczyć, jeżeli nie ma przy nich dobrych ludzi, którzy nie będą znowu szydzić. Ci ludzie, to prawdziwi przyjaciele. Może nie posiadam zbyt dużej wiedzy na temat, który dzisiaj poruszyłam, ale wiem jedno.
Tych ludzi się nie zostawia. Im się pomaga, bo to właśnie tego one potrzebują najbardziej. Pomocy.
niedziela, 22 listopada 2015
Niewidoczne dla oczu
Kolejny temat dotyczący naszego cudownego XXI wieku, a mianowicie coś o naszej "budowie" zewnętrznej i wewnętrznej. (Oczywiście nie tej, której uczą na biologii)
Dzisiaj chciałabym zacytować pewną złotą myśl, a mianowicie:
Dzisiaj chciałabym zacytować pewną złotą myśl, a mianowicie:
Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.
Tak więc uważam, że stwierdzenie to w XXI wieku powinno być bardzo ważne. Dlaczego? Ludzie uznają w swoim życiu przeróżne wartości, bardzo często jest to jednak to, co możemy dość szybko zauważyć, na tzw. pierwszy rzut oka. A mianowicie? Wygląd zewnętrzny drugiej osoby. W dzisiejszych czasach większość uważa za "idealnych" tych, którzy ładnie wyglądają, czy też są bogaci. Gdy widzimy kogoś po raz pierwszy, dostrzegamy tylko takie cechy. Po jakimś czasie, stopniowo uświadamiamy sobie, jaka ta osoba jest naprawdę. Poznajemy jej charakter, naturalne zachowania, a co za tym idzie- często bywamy tym mocno rozczarowani. Powodem naszych nowych znajomości i przyjaźni są markowe ubrania, modna fryzura, a nie uczucia i nasze wnętrze.
Jeśli dwie osoby znajdą wspólny język, po jakimś czasie zaczną zauważać coś więcej. Dostrzegą w sobie piękno wewnętrzne. Jednak obecnie ludzie nie mają czasu na poznanie innych, przez co coraz trudniej jest o wzajemne zrozumienie. Najlepszym przykładem dla tej złotej myśli jest nawiązanie do "Małego Księcia", który widząc ogród pełen róż bardzo się zmartwił. Dopiero po rozmowie z lisem zauważył różnicę między jego różą, a tymi, mimo tego, że na zewnątrz wszystkie były identyczne. Wywnioskował, że nie liczy się wygląd, lecz to, ile czasu poświęcał swojej róży i jak dobrze poznał ją, wielokrotnie z nią rozmawiając.
Wniosek? My też powinniśmy zwracać uwagę na to, co ważniejsze. Nie przyglądać się wszystkim na zewnątrz, tylko zawrócić sobie głowę lepszym poznaniem danej osoby i odkryciem jej wartości, cech charakteru.
![]() |
| Od czasu do czasu będą pojawiały się tutaj moje amatorskie rysunki, proszę o wyrozumiałość, gdyż moje arcydzieła powstają w niecałą minutę, to tylko bohomazy ☺ |
Wniosek? My też powinniśmy zwracać uwagę na to, co ważniejsze. Nie przyglądać się wszystkim na zewnątrz, tylko zawrócić sobie głowę lepszym poznaniem danej osoby i odkryciem jej wartości, cech charakteru.
środa, 18 listopada 2015
Kultura osobista
Wróciłam dzisiaj ze szkoły z natchnieniem i weną, bo moją ostatnią lekcją była tzw. godzina wychowawcza, którą poświęciliśmy na taki właśnie temat. Na lekcji, co prawda, nie było zbyt ciekawie, czytanie definicji, a my nie zdążyliśmy dodać nic od siebie. Dlatego też postanowiłam, że moje "dwa grosze" na ten temat zamieszczę tutaj.
Dobre wychowanie powinno być teraz bardzo ważne, stwierdzi tak zdecydowana większość. Powinno, bo nie jest. Ile to razy dziennie spotykamy się z brakiem szacunku, wyzwiskami i innymi tego typu zachowaniami?
Skoro moja lekcja zaczęła się od definicji, może ja też przybliżę znaczenie tych niemal oczywistych słów?
Kultura osobista to jest nasze zachowanie w różnych sytuacjach, w których zazwyczaj udział biorą inni ludzie. Nie wiem dlaczego na myśl wciąż przychodzi mi przykład trochę szkolny, gdy to przez jakiś czas trzeba odpowiednio się zachowywać. Nie trzymać rąk w kieszeni, nie kręcić się, nie rozmawiać z innymi, stać "na baczność" czy też siedzieć tak, jak powinno się to robić.. Nasza kultura to ten "moment" w którym ktoś będzie przestrzegał ww. zasad, a taki kolega X zacznie się rozglądać, niemal położy się na krzesełku. Przypadek pierwszy to kultura, a ten drugi- jej brak. No tak, tylko, że niektórzy zachowują się kulturalnie tylko wtedy, kiedy dostaną takie polecenie. Wtedy udają, że tacy są zawsze. Czy to jest oszukana kultura? Nie. Bo jednak ta osoba umiała powstrzymać się od swoich pewnych nawyków, żeby inni dobrze o niej myśleli. Biorąc pod uwagę fakt, że taki X wiedząc, jak powinien się zachowywać wciąż robi swoje.
I właśnie w tym momencie muszę wrócić do posta o "dzisiejszej młodzieży", która, jak zapewne zauważyliście, często odznacza się brakiem kultury. Jest wulgarna, dużo przeklina, prawdopodobnie ich samoocena jest zawyżona. Łatwe dla nich będzie wypowiedzenie wulgarnego słowa, czy też splunięcie na chodnik, ale zbyt trudnym zadaniem jest powiedzenie znajomej, ale starszej osobie "Dzień dobry". Gdy idąc tym chodnikiem, w pośpiechu nie zauważysz innej osoby i ją potrącisz, będziesz się denerwował i wyzywał, nawet jeśli wiesz, że to Twoja wina. Ale ty nie powiesz "Przepraszam", bo Twoja wartość będzie narażona na nagły spadek. Według Ciebie jedno "magiczne" słowo to poniżenie. Powiedzieć komuś "Proszę" w otoczeniu kumpli? Nie do zrobienia, bo będą się z Ciebie nabijali przez kolejny tydzień. A gdybyś to Ty zaczął zwracać im uwagę, że źle czynią? Nawet, jeśli przestaną się do Ciebie odzywać, może jednak warto być kulturalnym? Oni kiedyś też to zrozumieją, jeżeli będą chcieli osiągnąć coś w życiu. Ale Ty powinieneś wiedzieć swoje i przypominać o tym innym.
Dobre wychowanie powinno być teraz bardzo ważne, stwierdzi tak zdecydowana większość. Powinno, bo nie jest. Ile to razy dziennie spotykamy się z brakiem szacunku, wyzwiskami i innymi tego typu zachowaniami?
Skoro moja lekcja zaczęła się od definicji, może ja też przybliżę znaczenie tych niemal oczywistych słów?
Kultura osobista to jest nasze zachowanie w różnych sytuacjach, w których zazwyczaj udział biorą inni ludzie. Nie wiem dlaczego na myśl wciąż przychodzi mi przykład trochę szkolny, gdy to przez jakiś czas trzeba odpowiednio się zachowywać. Nie trzymać rąk w kieszeni, nie kręcić się, nie rozmawiać z innymi, stać "na baczność" czy też siedzieć tak, jak powinno się to robić.. Nasza kultura to ten "moment" w którym ktoś będzie przestrzegał ww. zasad, a taki kolega X zacznie się rozglądać, niemal położy się na krzesełku. Przypadek pierwszy to kultura, a ten drugi- jej brak. No tak, tylko, że niektórzy zachowują się kulturalnie tylko wtedy, kiedy dostaną takie polecenie. Wtedy udają, że tacy są zawsze. Czy to jest oszukana kultura? Nie. Bo jednak ta osoba umiała powstrzymać się od swoich pewnych nawyków, żeby inni dobrze o niej myśleli. Biorąc pod uwagę fakt, że taki X wiedząc, jak powinien się zachowywać wciąż robi swoje.
I właśnie w tym momencie muszę wrócić do posta o "dzisiejszej młodzieży", która, jak zapewne zauważyliście, często odznacza się brakiem kultury. Jest wulgarna, dużo przeklina, prawdopodobnie ich samoocena jest zawyżona. Łatwe dla nich będzie wypowiedzenie wulgarnego słowa, czy też splunięcie na chodnik, ale zbyt trudnym zadaniem jest powiedzenie znajomej, ale starszej osobie "Dzień dobry". Gdy idąc tym chodnikiem, w pośpiechu nie zauważysz innej osoby i ją potrącisz, będziesz się denerwował i wyzywał, nawet jeśli wiesz, że to Twoja wina. Ale ty nie powiesz "Przepraszam", bo Twoja wartość będzie narażona na nagły spadek. Według Ciebie jedno "magiczne" słowo to poniżenie. Powiedzieć komuś "Proszę" w otoczeniu kumpli? Nie do zrobienia, bo będą się z Ciebie nabijali przez kolejny tydzień. A gdybyś to Ty zaczął zwracać im uwagę, że źle czynią? Nawet, jeśli przestaną się do Ciebie odzywać, może jednak warto być kulturalnym? Oni kiedyś też to zrozumieją, jeżeli będą chcieli osiągnąć coś w życiu. Ale Ty powinieneś wiedzieć swoje i przypominać o tym innym.
sobota, 14 listopada 2015
Today's Youth
Today's Youth ---> Dzisiejsza młodzież...
Zapewne nie raz słyszeliście wypowiedzi osób dorosłych dotyczące dzisiejszej młodzieży, która nie docenia niczego. Chciałabym mieć najdroższego laptopa, którego nikt nie będzie miał. Nie wystarcza mi mój dotychczasowy laptop, bo tamten ma lepsze funkcje.
Mówisz tak, nawet, jeśli obydwa laptopy mają identyczne funkcje. Obydwa mają ten sam system operacyjny, podobne, lub nawet takie same karty graficzne i inne takie. A jednak ten droższy podobno jest lepszy. Owszem, niektóre droższe produkty są lepsze, ale nie zawsze tak jest.
Dlaczego taki przykład? Sprzęt elektroniczny jest teraz dość ważny dla młodzieży, nikt temu nie zaprzeczy. Wiem, że od wszystkich reguł są wyjątki, ale nie chodzi mi tutaj o to.
Faktem jest, że młodzież naprawdę niczego nie docenia. Jedząc posiłek, wybrzydza, nawet, jeśli osoba gotująca starała się nam dogodzić. Bo tego nie lubi, na to nie ma dzisiaj ochoty... A gdyby tak w trakcie tego wybrzydzania pomyśleć o głodujących ludziach w Afryce? Oni nie mogą wybrzydzać, cieszyliby się z każdego jedzenia, a na pewno z takiego, które jemy my codziennie. Zresztą, przykładem nie muszą być obcokrajowcy. Jestem pewna, że w naszym kraju, Polsce, jest wiele ludzi, którzy jedynie marzą o przytulnym domu i ciepłym posiłku. Jednak tego nie dostają, Chcieliby żyć w takich warunkach, jak Ci bogaci, ale to im nawet przez myśl nie przejdzie. My sami powinniśmy cieszyć się z tego, że mamy dach nad głową, dostajemy jedzenie, nigdy nie jesteśmy głodni, większość ma rodziny, które się nimi zajmują, a chcielibyśmy więcej. Ludziom potrzebującym do szczęścia nie są potrzebne te zabawki, laptopy, telefony... Wystarczyłby im przytulny kąt, w którym mogą przebywać z rodziną i obojętnie jakie jedzenie.
Jesteśmy ogłupiani przez coraz to nowsze technologie i zamiast docenić to, co mamy, wciąż żądamy więcej, i więcej... A gdyby to ktoś z tzw. "dzisiejszej młodzieży" postawił się na miejscu osoby, która nie ma nic? Zachowanie zmieniłoby się dość szybko. Kiedyś przecież nie było telewizorów, komputerów, telefonów i innych gadżetów, a ludzie żyli, byli szczęśliwi. Może nawet szczęśliwsi niż ludzie XXI wieku? Inaczej rozumieli wszystkie pojęcia. A my? Nie zwracamy uwagi na to, co mamy, ale na to, czego nam "brakuje", bądź na to, co mają inni. Nie zdajemy sobie sprawy, że są wartości ważniejsze. Rodzice nam dogadzają, kupują nowe ubrania, gadżety, pracują, żebyśmy my żyli w dobrobycie.
A gdyby w zamian za to wszystko powiedzieć chociażby zwykłe "Dziękuję"? Ale nie to oklepane, tylko takie prosto z serca, po docenieniu tego, co posiadamy.
Mam nadzieję, że ten post zmusi Was do refleksyjnego myślenia... I niektórzy z Was wyciągną z tego odpowiednie wnioski. (Nie sugeruję, że Wy nie doceniacie tego, co macie, ale większość młodzieży jednak nie docenia i stawia pewne wartości wyżej niż te właściwe.)
Zapewne nie raz słyszeliście wypowiedzi osób dorosłych dotyczące dzisiejszej młodzieży, która nie docenia niczego. Chciałabym mieć najdroższego laptopa, którego nikt nie będzie miał. Nie wystarcza mi mój dotychczasowy laptop, bo tamten ma lepsze funkcje.
Mówisz tak, nawet, jeśli obydwa laptopy mają identyczne funkcje. Obydwa mają ten sam system operacyjny, podobne, lub nawet takie same karty graficzne i inne takie. A jednak ten droższy podobno jest lepszy. Owszem, niektóre droższe produkty są lepsze, ale nie zawsze tak jest.
Dlaczego taki przykład? Sprzęt elektroniczny jest teraz dość ważny dla młodzieży, nikt temu nie zaprzeczy. Wiem, że od wszystkich reguł są wyjątki, ale nie chodzi mi tutaj o to.
Faktem jest, że młodzież naprawdę niczego nie docenia. Jedząc posiłek, wybrzydza, nawet, jeśli osoba gotująca starała się nam dogodzić. Bo tego nie lubi, na to nie ma dzisiaj ochoty... A gdyby tak w trakcie tego wybrzydzania pomyśleć o głodujących ludziach w Afryce? Oni nie mogą wybrzydzać, cieszyliby się z każdego jedzenia, a na pewno z takiego, które jemy my codziennie. Zresztą, przykładem nie muszą być obcokrajowcy. Jestem pewna, że w naszym kraju, Polsce, jest wiele ludzi, którzy jedynie marzą o przytulnym domu i ciepłym posiłku. Jednak tego nie dostają, Chcieliby żyć w takich warunkach, jak Ci bogaci, ale to im nawet przez myśl nie przejdzie. My sami powinniśmy cieszyć się z tego, że mamy dach nad głową, dostajemy jedzenie, nigdy nie jesteśmy głodni, większość ma rodziny, które się nimi zajmują, a chcielibyśmy więcej. Ludziom potrzebującym do szczęścia nie są potrzebne te zabawki, laptopy, telefony... Wystarczyłby im przytulny kąt, w którym mogą przebywać z rodziną i obojętnie jakie jedzenie.
Jesteśmy ogłupiani przez coraz to nowsze technologie i zamiast docenić to, co mamy, wciąż żądamy więcej, i więcej... A gdyby to ktoś z tzw. "dzisiejszej młodzieży" postawił się na miejscu osoby, która nie ma nic? Zachowanie zmieniłoby się dość szybko. Kiedyś przecież nie było telewizorów, komputerów, telefonów i innych gadżetów, a ludzie żyli, byli szczęśliwi. Może nawet szczęśliwsi niż ludzie XXI wieku? Inaczej rozumieli wszystkie pojęcia. A my? Nie zwracamy uwagi na to, co mamy, ale na to, czego nam "brakuje", bądź na to, co mają inni. Nie zdajemy sobie sprawy, że są wartości ważniejsze. Rodzice nam dogadzają, kupują nowe ubrania, gadżety, pracują, żebyśmy my żyli w dobrobycie.
A gdyby w zamian za to wszystko powiedzieć chociażby zwykłe "Dziękuję"? Ale nie to oklepane, tylko takie prosto z serca, po docenieniu tego, co posiadamy.
Mam nadzieję, że ten post zmusi Was do refleksyjnego myślenia... I niektórzy z Was wyciągną z tego odpowiednie wnioski. (Nie sugeruję, że Wy nie doceniacie tego, co macie, ale większość młodzieży jednak nie docenia i stawia pewne wartości wyżej niż te właściwe.)
piątek, 13 listopada 2015
Welcome!
Witajcie w moich skromnych progach!
To właśnie na tym blogu zabiorę Was w "podróż" po wielu miejscach (tematach) i odkryję przed Wami moje przemyślenia, pomysły itp. Będziecie mieli okazję nauczyć się jakichś prostych DIY, bo na pewno takowe się pojawią. Chciałabym, żeby ta podróż była jak najbardziej owocna, dlatego spróbuję sprostać wyzwaniom i poruszać także te trudniejsze tematy. Tak więc otwieram pewną część siebie dla Was z nadzieją, że Was nie zanudzę ☺
To właśnie na tym blogu zabiorę Was w "podróż" po wielu miejscach (tematach) i odkryję przed Wami moje przemyślenia, pomysły itp. Będziecie mieli okazję nauczyć się jakichś prostych DIY, bo na pewno takowe się pojawią. Chciałabym, żeby ta podróż była jak najbardziej owocna, dlatego spróbuję sprostać wyzwaniom i poruszać także te trudniejsze tematy. Tak więc otwieram pewną część siebie dla Was z nadzieją, że Was nie zanudzę ☺
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)












