Czasem warto pomyśleć o tym, co dzieje się w naszym kraju... Wczoraj mogliśmy oglądać Eurowizję i fenomenalny występ Michała Szpaka. Skoro jednak my sami nie doceniamy swojego kraju, nie zrobiło tego także jury. Obiektywnymi głosami możemy nazwać głosy telewidzów z całej Europy, którzy ulokowali Michała na trzecim miejscu, za co należą mu się wielkie brawa! Jury oceniło nas jednak... dość nisko, sami o tym wiecie, przez co w klasyfikacji ogólnej mieliśmy 8 miejsce, co i tak nie jest złym wynikiem. Dla mnie występ był cudowny, dlatego liczę tylko punktację od słuchaczy sprzed telewizorów. Gratulacje! ♥ niedziela, 15 maja 2016
Patriotyzm
Czasem warto pomyśleć o tym, co dzieje się w naszym kraju... Wczoraj mogliśmy oglądać Eurowizję i fenomenalny występ Michała Szpaka. Skoro jednak my sami nie doceniamy swojego kraju, nie zrobiło tego także jury. Obiektywnymi głosami możemy nazwać głosy telewidzów z całej Europy, którzy ulokowali Michała na trzecim miejscu, za co należą mu się wielkie brawa! Jury oceniło nas jednak... dość nisko, sami o tym wiecie, przez co w klasyfikacji ogólnej mieliśmy 8 miejsce, co i tak nie jest złym wynikiem. Dla mnie występ był cudowny, dlatego liczę tylko punktację od słuchaczy sprzed telewizorów. Gratulacje! ♥ wtorek, 10 maja 2016
Internet Friends
Przychodzę do Was z postem o przyjaźni, która zaczyna się w internecie... Wiele osób uważa, że taka przyjaźń nie istnieje, albo, że bardzo szybko się kończy i nie jest prawdziwa. Dzisiaj spróbuję udowodnić Wam, że prawda jest zupełnie inna. Nie wiem, czy mi się to uda, ale jestem dobrych myśli. A wiecie dlaczego? Bo ja sama takiej przyjaźni już doświadczyłam. I chociaż czasownik napisałam w czasie przeszłym, to ta znajomość nadal trwa i rozkwita. Z jedną z takich osób nawet udało mi się spotkać. ♥
Taka znajomość ma pewne minusy, jak wszystko, co istnieje na tym świecie. No bo w trudnej chwili nie mogę tej osoby przytulić, troszkę trudniej jest wyczuć tę bliskość. A jednak, możemy słyszeć swój głos, nawet jeśli jest on zniekształcony przez mikrofon w urządzeniach mobilnych, możemy się widzieć, chociaż kamerka to nie to samo. Ja dałam sobie radę, udało mi się zaprzyjaźnić z osobami, których nigdy nie widziałam 'na żywo'. Razem z kilkoma dziewczynami stworzyłyśmy grupę, która nie wytrzymuje jednego dnia bez pisania ze sobą, każda dla każdej jest 'dopełnieniem'. Taka ekipa tworzy jedną całość. I wiecie co? Nie raz pisałyśmy o tym, że naszym największym marzeniem jest spotkanie się. Byłyśmy świadome tego, że mieszkając w przeróżnych, bardzo od siebie oddalonych miejscach Polski, takie spotkanie jest niemalże niemożliwe. A przynajmniej nie teraz, bo różnimy się także wiekiem. Dopóki wszystkie nie osiągniemy pełnoletności, czy będzie istniała możliwość zobaczenia się w jednym miejscu? Z mojego punktu widzenia, to było niemożliwe. Nadal jestem pełna obaw, ale wierzę w to, że się uda. Największym dowodem tego jest to, że z jedną dziewczyn z ekipy udało mi się spotkać. Gdy tylko nadarzyła się okazja, postanowiłam ją wykorzystać. Teraz wiem, że zrobię wszystko, by spotkać się z pozostałymi. Bo warto. Nasza przyjaźń pogłębia się z dnia na dzień, mimo odległości wielu kilometrów, zostałyśmy połączone przez los. A jeżeli naszym przeznaczeniem było poznanie się w sieci, to spotkanie w rzeczywistości też jest realne. Skoro już się na siebie natknęłyśmy, nie będzie rzeczy niemożliwych.
Mam nadzieję, że po tej notce uwierzycie w to, że internetowa przyjaźń jest jak najbardziej możliwa, a dla mnie okazała się wybawieniem z życia ze znajomymi, którzy niejednokrotnie wbijali mi nóż w plecy. Tak wiele osób okazało się fałszywych, że czasem myślę, że poznanie się w sieci w niektórych sytuacjach jest lepsze. Jedno spotkanie z moją przyjaciółką poznaną przez internet się odbyło i liczę na więcej. Zwłaszcza, że jesteśmy jedną, zgraną ekipą już dość długo, biorąc pod uwagę fakt, że podobno internetowe przyjaźnie bardzo szybko się kończą. Ja ten mit obalam i w sumie, mogę Was nawet zachęcić.
Taka znajomość ma pewne minusy, jak wszystko, co istnieje na tym świecie. No bo w trudnej chwili nie mogę tej osoby przytulić, troszkę trudniej jest wyczuć tę bliskość. A jednak, możemy słyszeć swój głos, nawet jeśli jest on zniekształcony przez mikrofon w urządzeniach mobilnych, możemy się widzieć, chociaż kamerka to nie to samo. Ja dałam sobie radę, udało mi się zaprzyjaźnić z osobami, których nigdy nie widziałam 'na żywo'. Razem z kilkoma dziewczynami stworzyłyśmy grupę, która nie wytrzymuje jednego dnia bez pisania ze sobą, każda dla każdej jest 'dopełnieniem'. Taka ekipa tworzy jedną całość. I wiecie co? Nie raz pisałyśmy o tym, że naszym największym marzeniem jest spotkanie się. Byłyśmy świadome tego, że mieszkając w przeróżnych, bardzo od siebie oddalonych miejscach Polski, takie spotkanie jest niemalże niemożliwe. A przynajmniej nie teraz, bo różnimy się także wiekiem. Dopóki wszystkie nie osiągniemy pełnoletności, czy będzie istniała możliwość zobaczenia się w jednym miejscu? Z mojego punktu widzenia, to było niemożliwe. Nadal jestem pełna obaw, ale wierzę w to, że się uda. Największym dowodem tego jest to, że z jedną dziewczyn z ekipy udało mi się spotkać. Gdy tylko nadarzyła się okazja, postanowiłam ją wykorzystać. Teraz wiem, że zrobię wszystko, by spotkać się z pozostałymi. Bo warto. Nasza przyjaźń pogłębia się z dnia na dzień, mimo odległości wielu kilometrów, zostałyśmy połączone przez los. A jeżeli naszym przeznaczeniem było poznanie się w sieci, to spotkanie w rzeczywistości też jest realne. Skoro już się na siebie natknęłyśmy, nie będzie rzeczy niemożliwych.
Mam nadzieję, że po tej notce uwierzycie w to, że internetowa przyjaźń jest jak najbardziej możliwa, a dla mnie okazała się wybawieniem z życia ze znajomymi, którzy niejednokrotnie wbijali mi nóż w plecy. Tak wiele osób okazało się fałszywych, że czasem myślę, że poznanie się w sieci w niektórych sytuacjach jest lepsze. Jedno spotkanie z moją przyjaciółką poznaną przez internet się odbyło i liczę na więcej. Zwłaszcza, że jesteśmy jedną, zgraną ekipą już dość długo, biorąc pod uwagę fakt, że podobno internetowe przyjaźnie bardzo szybko się kończą. Ja ten mit obalam i w sumie, mogę Was nawet zachęcić.
sobota, 7 maja 2016
Red Queen
"Powstańmy! Czerwoni niczym świt"
Po przeczytaniu książki "Czerwona Królowa" autorstwa Victorii Aveyard, niejednokrotnie zastanawiało mnie, co by było, gdyby tak wyglądał świat, w którym my obecnie żyjemy. Czy lepiej byłoby urodzić się, jako tzw. Czerwony i prowadzić prawie normalne i spokojne (do czasu) życie, czy należeć do grona Srebrnych i posiadać nadludzkie moce. Z pewnością życie w obydwu tych światach nie było łatwe. W żyłach 17-letniej Mare Barrow płynęła czerwona krew, ale w tej dziewczynie było coś, co czyniło ją także Srebrną. Panowała nad energią elektryczną, przez co na dworze króla zyskała przezwisko "Dziewuszki od błyskawic". Nastolatka wkrótce musiałaby wyruszyć na wojnę, gdzie od kilku lat byli jej starsi bracia. Jedynie jej siostra była bezpieczna, czekała ją świetlana przyszłość i współpraca z tymi najbogatszymi. Ale pewnego dnia wszystko się zmienia. Mare, dzięki pewnemu młodzieńcowi o imieniu Cal trafia na służbę do pałacu, gdzie prawda o jej umiejętności wychodzi na jaw. W wyniku tej sytuacji staje się Mareeną Tytaniusz i jest zmuszona do odcięcia się od prawdziwej rodziny i podawania się za córkę Srebrnego, poległego w imię ojczyzny. Zostaje zaręczona z młodszym synem króla Tyberiasza- Maven'em i zaczyna darzyć go zaufaniem. Nie zauważa, kto tak naprawdę stoi po jej stronie i zaczyna oddalać się od następcy tronu- Cala. Jej świat ponownie wywraca się do góry nogami, dziewczyna dołącza do Szkarłatnej Gwardii i pragnie równości ludzi. W jej głowie wciąż brzmią słowa:
"Każdy może zdradzić każdego."
Co z tego wyniknie? Czy Mare uda się przeżyć w świecie pełnym kłamstw i zdrad? Jak potoczą się dalsze losy bohaterów tej powieści? Tego dowiecie się, sięgając po lekturę.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

