Ostatnio, odwiedzając Empik stwierdziłam, że warto byłoby poszukać jakichś nowych książek do przeczytania. Na swojej liście, co muszę kupić znalazło się kilka tytułów, jednak moją uwagę dodatkowo przykuł dość nietypowy tytuł. Gdy zobaczyłam tę książkę, pomyślałam "Ot, kolejne romansidło, stracił głowę dla dziewczyny, pewnie jakaś love story". Mimo wszystko, sięgnęłam po książkę, przeanalizowałam okładkę i tekst z tyłu, po czym skierowałam się w stronę kasy. Z tą oto książką (i kilkoma innymi) w dłoniach. Dlatego dzisiaj przychodzę do Was z recenzją, chociaż ostatnio trochę ich tu dużo.Wszem i wobec przedstawiam Wam szesnastoletniego Travisa oraz jego historię opisaną w książce pt. "Chłopak, który stracił głowę". Nastolatek jak każdy inny, ma przyjaciela, kochającą dziewczynę, normalną rodzinę i nieuleczalnego raka, jak głosi tył okładki. Jego choroba jest o tyle poważna, że w tak młodym wieku Travis musi dokonać naprawdę trudnego wyboru. Czy umrzeć, czy też pozwolić medycynie się rozwijać i wziąć udział w prawie niemożliwym eksperymencie, jakim jest przeszczep. Ale nie taki zwykły, które niestety się zdarzają. Zgadza się na to, by fachowi lekarze odcięli mu głowę, po czym przeszczepili mu ciało zdrowego człowieka. Przez 5 lat jest w śpiączce, jego rodzina i bliscy zakończyli żałobę. Przyjaciel i dziewczyna Travisa są na studiach, w dodatku ona jest od dawna zaręczona. Gdy się budzi, jest niemal sam. Pojawiają się przy nim rodzice, próbujący go wesprzeć, ale wszystkim jest trudno. Travis ma swoją głowę, wydaje mu się, że "usnął" kilka tygodni temu, nie może uwierzyć, że minęło tyle lat, a on wciąż ma te 16 lat. Chłopak nie potrafi pogodzić się ze wszystkimi tymi wydarzeniami, próbuje przywrócić swoje życie w przeszłości, ale czy to się uda? To naprawdę poruszająca historia o miłości, podejmowaniu decyzji i... o życiu. Czy Travisowi uda się zapanować nad sytuacją i odnaleźć w tym świecie, z nowym ciałem, należącym do kiedyś wysportowanego nastolatka, którego rodzice też są załamani? Zachęcam do przeczytania tej lektury, ponieważ John Corey Whaley naprawdę dobrze się spisał.
Książka wydaje się bardzo, bardzo ciekawa. Pewnie jeśli spotkam ją gdzieś na półkach nie obejdzie się bez kupna ;) Po twojej recenzji wnioskuję że książka nie wieje nudą- okładka w tym przypadku chyba odzwierciedla treść. Bo do banalnych też nie należy. Okładka strasznie kojarzy mi się z płytą Buki i Skora- IMAGO. Co jeszcze bardziej zachęca mnie do przeczytania ;) Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńhttp://ksiazkowalyssa.blogspot.com/
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńZnajduje się na mojej liście do przeczytania. Chyba muszę się za nią zabrać wcześniej :)
OdpowiedzUsuń