Minęło tyle czasu od ostatniego posta... Nie wiem, czy ktokolwiek to przeczyta, czy też post ten przepadnie w wielkim, internetowym świecie. Może byłoby lepiej, gdyby w nim zniknął... Chciałam napisać wcześniej, być systematyczna, ale czuję, że nie dam rady. Nie mogę znaleźć odpowiedniego dla siebie miejsca, czuję się jak niepasujący element w układance. Ostatnie miesiące były dla mnie naprawdę trudne... W zasadzie to nie mam na myśli jedynie szkoły, nauki... W ferie, które zaczęłam najpóźniej, bo dopiero w połowie lutego, zaginął mój piesek. W sumie to nie mam pojęcia do tej pory, co się z nim stało... Nikomu nie pokazywałam, że mi go brakuje, chociaż byłam do niego bardzo przywiązana i kilka razy płakałam, że go nie ma.
Szkoła to chyba temat na oddzielnego posta- długi, obszerny, mogłabym się rozpisywać. Znaczy, teoretycznie bym mogła. W praktyce nie lubię pisać o swoich "problemach" i raczej nie będę tego robić. Za 18 dni zaczynam pisać egzaminy... Czy się nimi stresuję? Nie wiem.. Stresowałam się nimi cały grudzień, styczeń i luty. W marcu stało się coś dziwnego, bo wszystko stało mi się obojętne. Głupio mi, że przychodzę do Was z postem "o niczym", a w dodatku jakimś smutnym. Niby jest już wiosna, ale moje smutki jeszcze mnie nie opuściły. Gdy po egzaminach będę mieć więcej czasu, może wrócę do blogosfery jako Niebanalna Nastolatka. Nie myślcie jednak, że od tego pamiętnego listopada, gdy zawiesiłam swoją działalność, siedziałam bezczynnie nie uczestnicząc w życiu blogów. Prowadzę drugiego bloga, o jednej, książkowej tematyce, na razie nawet mi to wychodzi. Książki to taka moja ucieczka, nie myślę wtedy o niczym innym. A tego posta napisałam, żeby ten, kto to czyta, wiedział, że wcale się nie wypaliłam. Jestem ciągle obecna, a niedługo postaram się wrócić także tutaj.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz