poniedziałek, 11 lipca 2016

Przerwa na blogu

Hej. Trudno mi to wyznać, ale przez ten miesiąc, albo i dłużej, trochę zaniedbałam... wszystko. Nie tylko bloga i Was, straciłam kontrolę nad wszystkim. Minął miesiąc od ostatniego posta, to fakt. Mam nadzieję, że mnie zrozumiecie, chociaż liczę się z tym, że możecie tego nie zrobić. Wczoraj wieczorem wróciłam z obozu, znad morza. Prawdopodobnie opiszę to w jednym z akapitów dzisiejszego posta. Nie wiem jeszcze, w którym, nie zaplanowałam tego. W zasadzie to nawet nie wiem, o czym powinnam pisać. Na pewno nic mi nie da użalanie się nad sobą. Nie chcę też, żebyście to Wy użalali się nade mną, gdy napiszę, co się dzieje w moim życiu. Wydaje mi się, że nie potrzebuję wsparcia i słów otuchy. Zdaję sobie sprawę z tego, że one i tak nic nie zmienią.
Nadając tytuł, zastanawiałam się, co powinnam dalej robić. Czy faktycznie przerwać pisanie bloga? Mam wrażenie, że jest on... nieużyteczny, chociaż w statystykach widzę, że nadal go odwiedzacie. Prawdę mówiąc, dziwię się Wam. Ostatnio dodaję tak mało postów, że nawet nie opłaca się tutaj zaglądać. Ale muszę jednak coś wyjaśnić. To nie jest tak, że zapomniałam o blogu, czy też nie mam czasu i pomysłów na posty. Nie wypaliłam się, ani nic z tych rzeczy. Po prostu mój nastrój sprawia, że odechciewa mi się wszystkiego.
Ogólnie rzecz biorąc, od tego nieszczęsnego 11 czerwca nie było aż tak źle. Nie biorąc pod uwagę napięcia na koniec roku szkolnego, wydawało się całkiem znośnie. Cieszyłam się 4 lipca, gdy wyjechałam nad morze. Cały wyjazd był naprawdę udany. Nie myślałam, że będę się tyle śmiać podczas niego. Bawiłam się doskonale, przy tym zbliżając się do kilku osób. Miałam okazję zwierzyć się ze swoich trosk, czułam się potrzebna. Od razu muszę Wam napisać, że tym razem nie spodziewajcie się fotorelacji. Zdjęcia robiłam, owszem, ale pragnę zostawić je dla siebie z wielu różnych przyczyn. Dzisiaj post z wyjaśnieniami, opowieściami itp. Oczywiście, nie będzie chronologicznie. Teraz o obozie, a zaraz pewnie znowu wydarzenia z czerwca. Albo i nie.
Myślałam, że się nie pozbieram, gdy dopadło mnie jakieś załamanie nerwowe. Było to kilka miesięcy temu, po prostu nie dawałam sobie rady. A jednak to był dopiero początek, to 'gorsze' miało dopiero nadejść. Dzisiaj mamy 11 lipca. Niby to rozpoczęcie wakacji, ale ja już mogłabym odliczać dni do rozpoczęcia roku szkolnego. Dlaczego? Powodów jest kilka. Nie, żeby jakoś za bardzo mi się spieszyło. Wcale nie mam ochoty znowu być oceniana. Mam w sumie dość życia w ciągłym stresie, ale właśnie to mnie czeka. Zaczynam przyswajać sobie pewne fakty, zdecydowanie pomogła mi w tym rozmowa "psychoterapeutyczna", bo właśnie tak mogę ją nazwać. Nie było to coś takiego poważnego, w zasadzie- wieczorne pogaduchy podczas wyjazdu. A jednak, dużo sobie wtedy uświadomiłam.
To chyba tyle na dziś, ewentualnie mogę poinformować, że nie mam zamiaru robić przerwy w blogowaniu, bo kocham to, co robię. Mam nadzieję, że mi wybaczycie te duże odstępy czasowe między postami, postaram się to ogarnąć.

1 komentarz:

  1. Od czasu do czasu wpadałam na twojego bloga , i jak zobaczyłam ten tytuł to się przestraszyłam ;) Nie przestawaj robic tego co kochasz :D http://modowybloog.blogspot.com/2016/07/whats-on-my-iphone.html zapraszam

    OdpowiedzUsuń