czwartek, 7 kwietnia 2016

Melancholia

Mam cichą nadzieję, że wiosna, która przyszła, wkrótce pomoże mi w zakończeniu niektórych problemów i przykrych spraw. A w zasadzie, miałam taką nadzieję, dopóki nie uświadomiłam sobie, że na moje samopoczucie nie wpływała pogoda. Oczywiście, że gdy jest ciepło, ma się więcej energii i chęci do życia, ale duże kłopoty nadal pozostają nierozwiązane. Chociaż... Zarówno duże, jak i te maleńkie, które zrodziły się niemal z niczego.

Czasami zastanawiam się, dlaczego ludzie popełniają tyle błędów zupełnie nieświadomie, a potem cierpią, nie mogąc ich naprawić. Zdarzają się chwile, gdy nie widzę sensu tego wszystkiego, co mnie otacza. Chciałabym się odizolować, ale nie mogę sobie na to pozwolić. Melancholijny nastrój, który mnie dziś ogarnął, trochę mnie przybija. Przypominam sobie o wszystkim złym, co się wydarzyło i nie mogę udarować sobie, że ja też popełniałam błędy. W takich momentach nurtuje mnie pytanie, co by było, gdyby nagle nie wzeszło słońce? Nie chodzi mi tutaj o to wyrażenie w sensie dosłownym, chociaż wiem, że taki koniec wszystkiego też musi kiedyś nastąpić, gdy wszyscy staniemy przed Sądem Ostatecznym. Ale w niektórych... sercach... słońce nie wschodzi. Albo pojawia się, ale tak, jakby było przyćmione czymś innym. Zmartwieniami, które wyszyte są w naszym życiu grubymi nićmi.

Jednak myślę, że dla każdego człowieka słońce w końcu zaświeci mocniej, porazi wszystkich wokół, którzy byli oprawcami, swoimi jasnymi promieniami i pozwoli rozpocząć życie na nowo. Chociaż o popełnionych błędach zawsze pozostanie pamięć, będą one dla nas lekcją, czego nie robić w przyszłości.
Dzisiaj wyjątkowo taka notka dość nietypowa, pisana w nastroju melancholijnym, gdy nie miałam ochoty kompletnie na nic. Taka trochę przytłaczająca, to był chyba mój sposób na pozbycie się nadmiaru emocji. Następne posty będą na normalne tematy, chociaż liczę na to, że nie zawiedliście się, czytając powyższe słowa. Bo mimo wszystko, włożyłam w ten tekst część siebie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz